Łyżka dziegciu, kubek miodu

130068602_10221795614192888_4580278461652808975_n

Było bardzo, bardzo smutno, bo Covid dotknął i moich bliskich. Poza tym: poodwoływane spotkania autorskie ( z zaplanowanych w kalendarzu 35 spotkań tej jesieni odbyło się 13, więc i znacząca strata finansowa). I znów to zwykłe: czy kiedyś jeszcze będzie normalnie? Poczucie pustki, niemożliwość planowania czegokolwiek (na święta do Włoch raczej na pewno nie pojedziemy, więc znów strata, kupione bilety przepadły). 

Skończyłam pisać następną książkę dla młodzieży, a tu słyszę coraz częściej, że to bez sensu, bo młodzież nie czyta, wydawnictwa wolą wydawać dla dzieci, zaczęłam myśleć, że może to zły wybór? Jakaś walka z wiatrakami? Październik i listopad tego roku nie były, mówiąc oględnie, najlepszymi miesiącami w moim życiu. Ale grudzień przyniósł jakąś zmianę. Po prostu trochę tych miłych ‘motywatorów zewnętrznych’, których każdy troszkę próżny autor (a moim zdaniem pisarze są zwykle choć troszeczkę próżni) potrzebuje jak kubka kakao w chłodny dzień. 1 grudnia: nominacja do nagrody IBBY dla mojego ostatniego dziecka, czyli “To już nie ma znaczenia”. I tego samego dnia kupiłam “Magazyn Książki”, żeby zobaczyć na papierze ten piękny i duży wywiad, jakiego w polskiej prasie nigdy nie miałam (miałam duże wywiady, ale na Ukrainie). I jeszcze recenzja, w dodatku pod szyldem “Najlepsze dziesięć książek w tym roku”. 

Tak, chwalę się, nie będę przepraszać, że żyję. Pisarze książek dla młodzieży borykają się z nie lada wyzwaniem: piszą dla nastolatków, którym książek już nie kupują rodzice, a oni sami wolą wydać pieniądze na co innego. Nawet zażarci czytelnicy w dużej części przeszli na Netflix i HBO, czytanie stało się coraz mniej modne. To fakty, które słyszę od wydawców. A więc ‘To już nie ma znaczenia” będzie czytała oczywiście jakaś ‘elita’, ci nieliczni, którzy lubią jeszcze przewracać kartki. Tym ważniejsze recenzje i nagrody: pozwalają zachować wiarę, że to jednak ma sens. 

Jak uczciłam dzień sukcesów? Poszłam do mamy, żeby pomóc jej w sprzątaniu i przez pięć godzin szorowałam wszystko. Jak powiedziała Ania Bukowska, która zajmowała się promocją mojej książki w Wydawnictwie Zielona Sowa (i uważam, że jest w tym najlepsza na świecie): To po to, żeby woda sodowa nie uderzyła ci głowy. Nie uderzyła. Ale te miłe bąbelki sprawiają, że jestem teraz na ‘pisarskim rauszu’. A piszę coś zupełnie nowego i tym razem dla dorosłych – i nie mówię tu o zbiorze opowiadań, który własnie skończyłam poprawiać (“Szklarnia”)i który ukaże się w wydawnictwie Mons Admirabilis jeszcze w grudniu. Mówię o fajnej, obyczajowej powieści. I jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie ona poprowadzi… A na zdjęciu widzicie, jak radośnie z Anią uczciłyśmy nominację do IBBY spacerem w Parku Skaryszewskim! 

Comments are closed.